RSS
 

Spotkania ze sprawami słuchu w tle

24 sie

Byłam z mamą u lekarki, najpewniej laryngolożki. Nie wiem, po cośmy tam poszły, ale lekarka dała do zrozumienia, że można „słuch” trochę poprawić, bo bez tego „nigdy nie będę mieć partnera”. Oburzyły mnie te słowa, powiedziałam jej w emocjonalnym tonie, że nawet gdyby mi wróciło 30 dB słuchu, to i tak nadal bym była głucha, a partnerów to miałam już kilku. I wyszłyśmy. Byłam elegancko ubrana w jakiś płaszcz i kolorową apaszkę.
W kolejnej scenie byłam gdzieś z Moniką E., jej synem Kacprem oraz ich ojcem i dziadkiem, a moim wujkiem Markiem. Kacper był o kilka lat starszy niż w rzeczywistości i był niedosłyszący (mógł mieć 6 lub 7 lat). Prawie nic nie mówił, więc myślałam, że jego ubytek słuchu jest dość poważny, więc sugerowałam wujkowi, że może by posłać Kacpra do szkoły dla niesłyszących w Warszawie, bo tam są najlepsze. Ale potem zapytałam wujka, jaki jest ubytek słuchu Kacpra, wujek odpowiedział, że „taki jak u Asi” (jego córki), ale ja nic nie wiedziałam o tym, by Asia miała jakąś wadę słuchu. Domyśliłam się jednak, że w takim razie Kacper tylko lekko niedosłyszy. I okazało się, że mówi dość dużo, ale akurat nie po polsku, lecz po francusku (w realu mieszka w kraju anglojęzycznym i ma ojca anglojęzycznego).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Rodzinne spotkania i zaliczenia na studiach

23 sie

Byłam ja jakiejś imprezie, jakby świątecznej. Byli oczywiście krewni. Zapamiętałam głównie ciocię Franię i Justynkę. Justynka coś się mnie pytała o rzeczy, które mi dawno temu dała w prezencie, a ja je pochowałam w piwnicy, gdyż niezbyt mi przypasowały. Teraz sobie próbowałam przypomnieć te rzeczy i poszłam po nie do piwnicy. Cześć tych rzeczy to elementy odzieży, a część – ozdobniki do mieszkania. Zaczęłam je wystawiać i zawieszać tak, by zadowolić donatorkę.
W kolejnej (a może wcześniejszej) scenie byłam na jakichś studiach i miałam do zaliczenia dwa przedmioty, jednym z nich była muzyka lub coś z nią związanego. Perypetii z tym zaliczaniem już nie pamiętam, ale raczej wszystko się zakończyło pomyślnie.
Scena się znów zmieniła i tym razem wyruszałam w podróż Arabellą, a towarzyszyli mi krewni – chyba ci sami, co w scenie świątecznej, oprócz cioci Frani i Justynki był też Sławek, a może i nawet mama oraz… mały piesek, jakby ratlerek. W samochodzie było ciasno, ale pomieściliśmy się wszyscy; piesek siedział koło mnie z przodu. Jechało się dobrze, ale pod koniec podróży, gdy już byliśmy w Rabce, miałam problem ze zmianą biegów. Tak jakoś było, jakby ta skrzynia znalazła się lekko za moimi plecami, przez co było mi niewygodnie ją obsługiwać, co z kolei powodowało, że coś z jeździe „zgrzytało”. Mimo to goście tego nie komentowali.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Spotkanie z Moniką, Kacprem i Godwinem oraz dziwna sprawa z samolotem

03 sie

3/08/16
Spotkałam się z Moniką E., jej synem Kacprem oraz z Godwinem – tatą Kacpra. Spotkanie było w kontekście turystycznym, może była jakaś impreza czy coś, bo nie spotkałam się z nimi wszystkimi razem, tylko najpierw z Moniką i Kacprem, a potem z Godwinem, a potem ponownie z Kacprem, gdyż oni po prostu przychodzili tam, gdzie na nich czekałam, by napić się czegoś, zajrzeć do plecaków, zamienić ze mną parę słów itp. Było dosyć miło.
Potem był taki dziwny epizod z samolotem, mianowicie jakaś mało doświadczona pilotka popełniła przy lądowaniu, już na płycie lotniska, jakiś drobny błąd. Nikomu i nic się nie stało, ot, może samolot bardzo lekko, niemal niezauważalnie, trącił jakiś zaparkowany pojazd. A że ja byłam tego świadkiem (i pewnie jeszcze parę innych osób), to mnie wezwano do złożenia „raportu” nt. tego zdarzenia, byłam zdziwiona, że w ogóle zdecydowano się przeprowadzić jakieś postępowanie wyjaśniające ten incydent, mało tego, nie tylko miałam zdawać sprawę z tego, co wiem na temat tego zdarzenia, ale miałam też niby uczestniczyć w czymś w rodzaju „wizji lokalnej”, bo niby sama miałam już jakieś pojęcie o prowadzeniu samolotów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wizyty astralne

 

Rezygnuję z nauki, a mama i brat pływają w basenie

28 lip

28/07/16
Przyszłam do pewnej szkoły. Była to szkoła o wysokim poziomie nauczania, i chociaż ja już miałam za sobą całą formalną edukację, miałam w tej w szkole niby powtórzyć niektóre klasy, bo niby edukacja w tej szkole miała większą wartości od tej, którą wcześniej formalnie odebrałam. Ale po zastanowieniu się doszłam do wniosku, że to powtarzanie klas czy matury nie ma sensu i jest nieopłacalne. Mimo to byłam obecna na specjalnym spotkaniu dla rodziców, ale nie jako rodzic przyszłego ucznia, tylko ktoś z boku, i też niejako z boku stałam.
Kolejna scena. Wybrałam się z mamą na pewną wycieczkę po mieście (dużym mieście). Ja jechałam rowerem, a mama szła pieszo, ale z prędkością roweru. Poruszałyśmy się na tyle szybko, że drogi i drogowskazy jakby nam migały przed oczyma i w tej sposób zgubiłyśmy właściwą drogę – tą, którą pierwotnie zamierzałyśmy „jechać”. Ponieważ obawiałam się, że jesteśmy już na jakiejś wylotówce, zarządziłam skręt w lewo, do miasta. Na pewnym odcinku znalazłyśmy się w całkowitych ciemnościach, jakby w tunelu. Potem zaś znalazłyśmy się na basenie, tzn. nie w wodzie, tylko obok niego, na terenie odkrytego obiektu. Chwilę tak byłyśmy nad brzegiem basenu, aż w pewnym momencie mama nieoczekiwanie skoczyła do wody tak jak stała, w dodatku z plecaczkiem na plecach. Wskoczyła od razu z zamiarem płynięcia, i płynęła sprawnie. Po chwili zdjęła z siebie plecach i wyrzuciła go na brzeg. Pomyślałam sobie, że zawartość plecaka (był koloru żółtego) musiała przemoknąć, ale gdy sprawdziłam, okazało się, że nie. Sięgnęłam jeszcze do zewnętrznej kieszonki plecaka, bo tam były pieniądze, wymacałam gruby plik banknotów, nie był zmoczony i odetchnęłam z ulgą… A gdy znów popatrzyłam na basen, zobaczyłam pływającego Sławka – pływał jednak dziwnie.

 
 

Spotkanie przy piwie i wizyta u państwa P.

27 lip

27/07/16
Pojechałam samochodem na jakiejś spotkanie w jakimś lokalu. Siedziało się z ludźmi przy pojedynczych stolikach i rozmawiało, a głównym tematem był seks i okołoseksowe sprawy. Mnie przyszło rozmawiać o tym ze znajomą mojej mamy, co mnie lekko zdeprymowało, bo znałam ją z widzenia i ona mnie też i wiedziała, że jestem córką jej znajomej. W dodatku w pewnym momencie nalano mi do szklanki piwa i ja zaczęłam je popijać, ale dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że nie powinnam piwa pić, skoro przyjechałam tu samochodem. Na szczęście nie wypiłam dużo. Rozmowa nie bardzo się kleiła i po jakimś czasie wstałam i poszłam. Idąc do auta, uświadomiłam sobie, że to nawet dobrze, że trochę piwa wypiłam, bo nigdy go nie lubiłam i przez wypicie tych kilku łyków coś w sobie przełamałam.
Siadam za kierownicę i pojechałam, czułam się trzeźwo.
Scena się zmieniła.
Weszłam na ostatnie piętro bloku, w którym mieszkają pani ZP i jej mąż, pan JP (w realu moi byli nauczyciele). Weszłam do ich mieszkania, z pewnością zupełnie innego od realnego i powiedziałam pani ZP, że przyszłam, aby mi narysowała mój portret (w realu nigdy nie było takiej sprawy, ale ze snu wynikało, że pani ZP przez pewien okres mojego życia regularnie – co kilka lat – wykonywała mi takie portrety). Tym razem odmówiła, powiedziała, że już się tym nie zajmuje. Była już podstarzała i jej mąż też. Był też jeszcze ktoś trzeci, z kim pan JP siedział przed dużym ekranem i coś komentował, ci dwaj nie zwracali na mnie żadnej uwagi. Byłam trochę zawiedziona, ale cóż… musiałam sobie pójść.

Była jeszcze jakaś sprawa z jazdą samochodem (ale w innym wątku od opisanego) oraz z tłumaczeniem na obcy język. Jedno z tłumaczeń wykonała moja mama, ale niestety tych wątków nie zapamiętałam dobrze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Zespół badawczy i scena z Jolą

27 lip

26/07/16
Zrobiłam coś na polu nauki, trudno to jednak opisać słowami – i stworzyłam zapał do dalszych badań. W zespole był m.in. Piotr T., i była też prof. Zeshan. Właściwie to ona miała nam przewodniczyć, przynajmniej honorowo, bo w praktyce, w jej zastępstwie o wszystkim decydowałam ja, a Piotr był moją „prawą ręką”.
Zespół był międzynarodowy. Mieliśmy swoje zebrania, a pewnego razu szliśmy gdzieś całą grupą. Zespół był apolityczny, ale w którymś momencie pojawiło się info, jakoby kiedyś w historii do zespołu przyłączył się KPN.
W kolejnej scenie widziałam Jolę, jak siedziała przy biurku lub stole o telefonowała chyba do koleżanki, żeby umówić się na kawę (sama też chyba w tym momencie piła kawę), a przed sobą na ścianie miała kalendarz i coś w nim zaznaczyła, ale nietypowo, bo robiąc w jednym miejscu kalendarza dziurę. Zresztą nie wyglądało to na zaznaczanie daty, tylko na wynik poirytowania Joli. Wyglądała na lekko zniecierpliwioną lub nerwową. Trochę w dali, przy oknie stał Sławek i obserwował tę sytuację.

 

Apaszki

25 lip

25/07/16
Miałam do sprzedania 5-7 apaszek, o różnych wzorach i kolorach, raczej duże. Przy próbie ich sprzedaży pośredniczyła Magda T. W pudle miałam 7 apaszek (oceniając na oko), ale klientom Magda pokazywała tylko 5 z nich, gdyż nie zwróciła uwagi na 2 pozostałe w pudle apaszki. Niestety, nie wzbudzały zainteresowania, były już niemodne, a w dodatku wymięte.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Przylot Shane’a i nieznajomy mężczyzna

24 lip

24/07/16
Przyleciał Shane samolotem, spotkałam się z nim na lotnisku lub jakimś dworcu, pytał o lotnisko powrotne, o sposób powrotu – niby miał odlatywać z Tarnobrzega. Pokazałam mu, jak się tę nazwę miga, pomimo że ogólnie rozmawialiśmy, mówiąc po angielsku (inaczej niż w realu), nie byłam jednak pewna, czy pokazałam mu właściwy znak. Potem weszliśmy do jakiejś poczekalni, gdzie siedziała jakaś dziewczyna, co trochę nam psuło szyki, gdyż mieliśmy nadzieję na rozmowę sam na sam. Shane coś do niej zagadał, a potem rozmawiał z jakimś mężczyzną, zadał mu jakieś trudne pytanie i zadanie, a tamten sobie dobrze poradził. Nawet się zdziwiłam, że oboje swobodnie rozmawiali po angielsku. Była też jakaś sprawa „wałków i żabek”, związana z zadaniem danym temu nieznajomemu mężczyźnie – pomimo że było to coś nietypowego i zagadkowego, okazało się, że mężczyzna ów wiedział, co to są te „wałki i żabki” – miał z nimi do czynienia w dawniejszej przeszłości. Na rysunku wyglądało to niczym jakieś dwa nietypowe przekroje rurowe, połączone ze sobą bokiem, ale nie miały nic wspólnego z rurami.
Shane miał w Polsce do załatwienia jakąś sprawę na dość wysokim szczeblu, miał się m.in. wpisać do jakiejś wielkiej księgi i musiał złożyć odpowiednio wielki podpis i nie był pewien, czy mu się to uda, radził się trochę tego człowieka, jak to zrobić, z drugiej strony człowiek ów musiał poskładać słowa i zdania z różnych mało wyraźnie napisanych przez Shane’a liter i wyrazów. Na koniec snu pojawiła się dwusekundowa scena-wstawka niezwiązana z tym snem: niebieskie światła wozu policyjnego widziane w lusterku mego auta…

 
 

Dziwna podróż: niczym w grze komputerowej

23 lip

23/07/16
Jadąc samochodem, dojechałam do rozwidlenia dróg. Pojechałam na wprost, a wszystkie samochody jadące za mną skręciły w lewo. To było tak, jakby oni wybrali drogę PO, a ja PiS. Zdziwiłam się, dlaczego ja tak pojechałam, skoro bliższa mi PO, no ale nie było już odwrotu.
Potem musiałam pieszo iść określoną trasą. Była ona bardzo skomplikowana, prowadziła też przez jakieś budynki. Potem było tak, że w którymś z tych budynków zostawiłam gdzieś w szatni kurtkę, a wracając, nie mogłam jej znaleźć, czułam, że się zagubiłam, a zależało mi na tej kurtce, bo bez niej niby nie mogłam iść dalej.
Spotkałam jakiegoś znajomego; trochę kojarzył mi się z Marcinem K., którego znałam w realu w dzieciństwie.
Zorientowałam się, że dwa budynki są ze sobą połączone i podejrzewałam, że połączony jest z nimi jeszcze jeden budynek, ale nie byłam tego pewna, a ta wiedza mogła mi pomóc w przedostaniu się do tego miejsca, do którego miałam w swej wędrówce dotrzeć. Zbliżyłam się do granicy budynków, ale układ przestrzenny utrudniał mi dojrzenie, czy te budynki faktycznie są połączone. Na „pograniczu” budynków stało wiele osób, jakby nastoletnich chłopców i ja ich pytałam o to połączenie, ale nie chcieli powiedzieć, i to pomimo kilkukrotnych moich próśb. W końcu chyba jednak dowiedziałam się, że są połączone, mogło tak się stać za sprawą mojego towarzysza, ale szczegółów tego już nie pamiętam.
W kolejnej scenie nadal byłam z tym moim towarzyszem i była jakaś sprawa z dwiema pomarańczami, która to sprawa zaprowadziła mnie ponownie do jednego z budynków tego kompleksu trzech budynków, ale znalazłam się tym razem w miejscu, w którym wcześniej nie byłam. Była tam jakby przetwórnia pomarańczy, zaś w kolejnej scenie uciekałam w budynku, korzystając z różnych ciasnych korytarzy i wind.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Zostaję zatrudniona w firmie

22 lip

22/07/16
Dostałam pracę w firmie Eltar. Musiałam wypełnić sporo w formularzy i chyba wszystkie były w języku niemieckim, gdyż w tej pracy kluczowa miała być znajomość tego języka.
Spotkałam się ponadto z Iwoną M.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny prorocze

 

Wycieczka z przygodami

17 lip

17/07/16
Szłam na jakąś wycieczkę, a miałam okres, miałam założoną podpaskę, ale nie myślałam o tym, lecz po prostu szłam. Gdy dotarłam do miejsca zakwaterowania, zorientowałam się, że podpaska okazała się nie wystarczająca, gdyż wszystko, czyli i majtki, i białe spodnie, zakrwawiły się. Nie czułam przerażenia (zrozumiałego w takiej sytuacji) ani niczego podobnego, lecz dziwiłam się bardzo, że nie czułam, co się dzieje. Ściągnęłam brudne rzeczy, ale nie miałam czystych na zmianę, miałam tylko środki higieniczne.
Potem scena się zmieniła. Byłam z jakąś koleżanką, szłyśmy po mieście i zatrzymałyśmy się przed witryną jednego z lokali gastronomicznych. Jeden człowiek, który siedział blisko tej witryny, rozpoznał mnie i powiedział, że jest dla mnie nagroda – wstęp do lokalu i bezpłatny poczęstunek dla mnie. Weszłyśmy z koleżanką i faktycznie otrzymałam bezpłatny posiłek, nie pamiętam dokładnie, co obejmował, ale ciastko i kawę na pewno, a być może też jeszcze jakieś danie przed tym. Spożywałam powoli i przez to dość długo siedziałyśmy tam z koleżanką. Koleżanka też coś miała do jedzenia i picia, ale nie pamiętam, czy sama płaciła, czy ja za nią.
W kolejnej scenie, już po posiłku, ale jeszcze w tym lokalu, zobaczyłam, że wchodzi do niego pani Dorota B., a za nią grupa niesłyszących. Ten lokal był prestiżowy (ale nie z wyglądu) i pomyślałam sobie, że widać i ją jakiś zaszczyt spotkał. Zadaniem zaś grupy niesłyszących było wykonanie jakichś prac w lokalu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Boisko, Rosjanka, swetry i komórka Sławka

15 lip

15/07/16
Znajdowałam się koło jakiegoś boiska sportowego lub czegoś takiego. Przy boisku był wytyczony ładny parking, ale potem jakoś go zlikwidowano, zostało tylko troszkę wolnego miejsca, gdzie można by zaparkować samochód, i tam zaparkowałam swoją Arabellę. Żałowałam, że zlikwidowano te miejsca parkingowe. W pierwszym „poglądzie” na to boisko i jego okolice widziałam zieloną trawę, ale potem w drugim był już śnieg. Popatrzyłam na swoje zaparkowane auto, by wiedzieć, czy będę miała potem jak bezpiecznie wymanewrować i wyglądało, że będzie to możliwe, ale nie po prostej.
W kolejnej scenie koło tego boiska zaparkowało na poboczu ulicy inne auto – na rosyjskich numerach. Auto małe. Wysiadła z niego jakaś kobieta, miała towarzysza albo dwóch. Miała też jakąś tabliczkę z napisem związanym z nowym rokiem – nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, w każdym razie kobieta była ładnie ubrana i wyglądała na szczęśliwą, a na tym boisku miała się odbyć jakaś uroczystość (możliwe, że na terenie boiska był też jakiś obiekt, w którym ta uroczystość miałaby się odbywać). Nie widziałam już wtedy śniegu.
Potem była jeszcze scena z tą kobietą i jakimś nastoletnim chłopcem – była w tej scenie kwestia jakichś skromnych swetrów, wyglądających jakby sprzed kilkudziesięciu lat.
Potem scena przeskoczyła na zupełnie inny wątek. Byłam ze Sławkiem i coś oglądaliśmy. Ja na jakimś większym ekranie, on na swojej – bardzo nowoczesnej – komórce. Ja pewną scenę z filmu skomentowałam mówiąc, że „reklama” (tzn. „lokowanie produktu”), a Sławek nie załapał, o co mi chodzi, i myślał, że chodzi o jego komórkę (a podobna była w filmie i reklama dotyczyła chyba jej). Nie był to zwykły smartfon, lecz jakiś znacznie nowocześniejszy od obecnie dostępnych. Zdaje się, że pozwalał na oglądanie obrazu holograficznego.
I w tym momencie włączył się głos kogoś trzeciego „Lucyna” i pokazano mi jakieś urzędowe pismo. Mogłam je przeczytać, tak wyraźnie je widziałam, ale tylko przeleciałam wzrokiem… było m.in. przekręcone nazwisko Gołąb. Nie wiem dokładnie, co to za pismo było, ale chyba jakieś sądowe…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Płynę na plecach

14 lip

14/07/16
Miałam kilkuepizodowy sen, ale zapamiętałam tylko to, że śniła mi się Mesto i to, że gdzieś szłam i w pewnym momencie znalazłam się w wodzie, leżąc w niej na plecach i od razu wtedy zrozumiałam, że muszę płynąć, czyli oddychać równomiernie i ruszać ręką (w drugiej ręce coś trzymałam, więc nie mogłam jej użyć jako „wiosła”), a muszę tu dodać, że w realu nie umiem pływać i w śnie miałam tego świadomość, mimo to płynęłam, bo wiedziałam, że nie mam innego wyjścia. Czułam, że woda jest dosyć płytka, a potem poczułam, że robi się głębsza, mimo to nie panikowałam, płynęłam dalej, a dalej poczułam, że na powrót robi się płytsza, w końcu – zdaje się – dobiłam do „suchej mety”.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Kontakt z Piotrem

11 lip

11/07/16
Tak się złożyło, że ja napisałam do Piotra D. lub on do mnie maila, nie tak normalnie ze skrzynki e-mail, tylko poprzez jakąś platformę, a kontakt miał miejsce dlatego, że jakiś wspólny znajomy czy znajoma dała znać, że coś się z którymś z nas dzieje (nie udało mi się zapamiętać, jak to dokładnie było – czy ja pierwsza napisałam, czy on). W każdym razie nic się specjalnego nie działo, ale ja lub on usprawiedliwialiśmy zapytanie właśnie powołując się na wspólną znajomą osobę. Kontakt ten oczywiście był miłym zaskoczeniem, nawet jeśli to ja pierwsza pisałam – bo mógł przecież nie odpisać.
Później udałam się do banku załatwić jakąś sprawę i gdy stałam w kolejce, dojrzałam Piotra D. Miał dziwne nogi, jak gdyby po złamaniu źle mu się zrosły. Ale udawał dzielnego… czy też „robił dobrą minę do złej gry”. A może faktycznie nie przywiązywał dużej wagi do sprawy nóg…
Potem był dość chaotyczny sen z wieloma wątkami, m.in. śniła mi się jakaś niesłysząca dziewczyna, która miała implant słuchowy, ale ukryty pod włosami, natomiast to, co było na jej głowie widoczne, to elementy specjalnej, podtrzymująco-ozdobnej opaski…. Była też sprawa czipu z GPS-em w jakimś urządzeniu latającym, a także z jakimś owadem, o którego dobrostan bardzo się martwiłam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Jazda autobusami

10 lip

10/07/16
Miałam jechać jakimś pojazdem – jakby odkrytym autobusem. Wśród osób, z którymi miałam jechać, była Kiara. Ja miałam siedzieć koło jakiegoś chłopaka, ale ostatecznie było między nami wolne miejsce, które chyba ktoś inny zajął. W każdym razie ja zajęłam jakieś ważne miejsce, nie dlatego, że się na nie wepchałam, tylko że tam mnie posadowiono. Nie bardzo rozumiałam, z czego ta ważność miejsca wynika, ani dlaczego miałam ten przywilej.
W pewnym momencie podróży musiałam się z jakiegoś powodu przesiąść się do innego autobusu, gdzie spotkałam Jolę C. i, a w trakcie jazdy tym autobusem wyświetlano jakiś film, a w międzyczasie też wstąpiłam z Jolą do budynku, w którym ona pracowała z niesłyszącymi dziećmi. Oglądałyśmy jakieś prace, pomoce dydaktyczne czy coś. Ten film w autobusie był bardzo zajmujący, a ja musiałam wrócić do „swojego” autobusu, ale trochę szkoda mi było się przesiadać ze względu na ten film.
W tych autobusach było też kilkoro innych moich znajomych, ale ich nie zapamiętałam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające