RSS
 

Kuzynki nie chcą z nami iść

07 wrz

7/09/17

Wraz ze Sławkiem poszliśmy odszukać Monikę E. i Asię K. Odnaleźliśmy je, wyglądały na niewyrośnięte fizycznie i były podobne do siebie  (w realu nie są). Sławek z nimi rozmawiał. Chciał, by spędziły święta z resztą rodziny, oferował, że je zabierze , ale one nie chciały. Uszanowaliśmy to, choć byliśmy zawiedzeni.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Załatwianie sprawy

06 wrz

6/09/17

Byłam na jakiejś wyspie, gdzie stałam w kolejce do załatwienia czegoś. Kolejka była długa, ale posuwała się bardzo szybko. Obsługiwała mnie Magda T. Obok niej był jej pies i momentami przeszkadzał. Rozmowa z Magdą nie szła gładko, ale gdy już uzgodniłyśmy ostatnie szczegóły, ludzie stojący za mną, konkretnie dwie osoby – ojciec i syn – chyba chcieli mnie zaatakować, ledwo im uszłam sprzed nosa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Powiększony majątek

06 wrz

6/09/17

Odkupiłam spory, podłużny kawał ziemi od cioci Krysi. Można było na nim postawić garaż (gdyż na sąsiednich polach stały garaże) i/lub posadzić na tym polu jakieś roślinki. Ziemia ta znajdowała się w Tuchowie (co nie pasuje do sytuacji w realu). Przypadło mi też (ale nie wiem, na jakich zasadach) duże mieszkanie po Ance B, wymagające dużego remontu. Mieszkanie było niezamknięte na klucz, opuszczone, w większości puste. Wyglądało, jakby Anka je zamieszkiwała, ale nie do końca je wyremontowała, albo opuściła je już dawno temu i zaczęło niszczeć lub ktoś częściowo rozebrał np. kafelki w kuchni czy łazience.  W mieszkaniu było kilka zapomnianych choinek z częściowo wiszącymi na nich ozdobami. Ściany były bardzo wysokie, a pomieszczenia przestronne. Ogólnie było pusto, a jeśli już coś było, to w nieładzie, jedynie jeden pokój był w miarę urządzony  i nadawał się do zamieszkania od razu, gorzej było z kuchnią, łazienką i pozostałymi pomieszczeniami, których tak dokładnie nie oglądałam. Z bliska widziałam tylko bardzo dokładnie kafelki w kuchni lub łazience, miały one bardzo ładny, chyba seledynowy kolor, ale wiele kafelek brakowało. Przepiękny był za to korytarz na klatce schodowej, wyłożony drobnymi, różnokolorowymi kafeleczkami, trochę w stylu orientalnym.

To duże mieszkanie mieściło się w równie dużym budynku, na parterze którego mieścił się sklep z AGD. I gdy po raz kolejny odwiedzałam to mieszkanie (bo odwiedziłam je w sumie kilka razy, nie mogąc się od razu zdecydować, co z nim zrobić, i nie będąc pewną, czy to w ogóle moja własność), to w kuchni i łazience zastałam ekipę remontującą sufit/dach, bo ponoć był to ogólny dach budynku, czyli również sklepu AGD  – a ekipa była z tego sklepu właśnie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie zamknęłam mieszkania i każdy może sobie do niego wejść…

Wtedy gdzieś jakby mignęła mi informacja, że mieszkanie to zostało opuszczone w 2008 roku.

Było z nim jednak trochę kontrowersji z tym nowym majątkiem, gdyż ciocia Krysia sporządzała umowę nabycia tego pola, które kupiłam, ołówkiem , z datą 1975, choć przy świadkach, m.in. przy mnie i mojej mamie. Tak sporządzona umowa była dla nas za trudna dla zaakceptowania.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Z wizytą u Joli

04 kwi

4/04/17

Odwiedziłam Jolę W. w niedzielę. Usiadłam przy jakimś stole, chyba w kuchni (aczkolwiek  dom Joli był inny niż w realu, przestronniejszy i z innym układem pomieszczeń) i „wyłączyłam się”. Tak jakbym zapadła w jakiś sen, siedząc. Nie wiem, jak długo tak siedziałam, ale gdy ocknęłam się, byłam świadoma, że śniłam. Powstała trochę krępująca sytuacja, ponadto zdałam sobie chyba sprawę, że przyszłam za wcześnie, bo było rano, domownicy dopiero mieli mieć śniadanie… W dodatku mieli być lub byli już jacyś goście, w tym jakaś lekarka, która miała dać odczyt na jakiś temat… Poczułam się trochę jak intruz i wyszłam, wróciłam do siebie, ale za jakiś czas, tego samego dnia, znów pojawiłam się u Joli, i znów jakby imprezowo było, jacyś goście oprócz domowników byli. Chciałam pogadać z Krystianem, ale był jakiś zły na mnie, chyba uważał, że nie ma sensu ze mną rozmawiać, bo i tak się nie dogadamy (migałam już słabo). Później jednak przystał – nie tyle na rozmowę, co na pobycie ze mną, pokazał mi prezenty, które kiedyś dostał…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wizyty astralne

 

Mam zdrowe dziecko

30 mar

30/03/17

Urodziłam zdrowego chłopczyka. Było przy tym kilkoro krewnych: bratowa, moja mama i może jeszcze ktoś. Nie wiem, kim był ojciec chłopca. Chciałam go niby nazwać Walter, ale tak intuicyjnie dałam mu imię Wiktuś (Wikturian). Cieszyliśmy się, a szczególnie ja. Miałam już swoje lata i tym bardziej byłam zdziwiona urodzeniem dziecka, i to zdrowego. Urodziłam go rano, ale dopiero po południu zdałam sobie sprawę, że trzeba go nakarmić…. Pogniotłam lekko ręką lewą pierś, wypłynęło trochę mleka, przystawiłam Wiktusia, ale jakby nie miał ochoty na to jedzonko…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny prorocze

 

Zaniedbane zwierzęta

30 mar

29/03/17

Tego snu nie pamiętam tak ze szczegółami, zresztą jako nieprzyjemny nie był warty zapamiętania. Ogólnie biorąc, widziałam w nim domowe zwierzęta, głównie koty, ale chyba też psy, które były wyraźnie zaniedbane, może odwodnione i źle odżywione. Nie były chude, ale sieści miały wyraźnie niezdrowe. Ja byłam za ten ich stan odpowiedzialna, ale z jakiegoś powodu część akcji z tymi zwierzętami działa się też na poczcie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Problem Sławka

28 mar

Byłam z krewnymi, Sławek miał gdzieś zawieźć swoim autem Karolinę. Ale gdy wyszedł do auta, wyrżnął głową w coś jak wielka bryła lodowa, wokół niej była kałuża lodowatej wody, a że Sławek był bosy, to się wytaplał w tej kałuży i był zbyt zmarznięty, by jechać, więc wrócił do domu.  W takiej sytuacji ja miałam gdzieś zawieźć Karolinę swoją Arabellą.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny informacyjne

 

Spóźnione lądowanie

25 mar

25/03/17

Jakoś tak się stało, że byłam pilotem samolotu pasażerskiego i prowadziłam swój pierwszy lot. Niby wszystko było ok, ale tylko tak mi się zdawało, bo jako pilot bez właściwie żadnego przygotowania nie byłam świadoma wielu rzeczy. Po prostu leciałam, o pasażerach nie myślałam. Wykonywałam wiele nawet dla mnie mało zrozumiałych manewrów w powietrzu, bo niby wiatr nie taki albo coś. Leciałam z północy na południe kraju. Gdy już zbliżałam się do celu – a wiedziałam, gdzie ten cel ogólnie jest, tylko nie wiedziałam dokładnie, gdzie lotnisko – zauważyłam fajna górę – taką niby wielką skarpę, z której zlatywali spadochroniarze i im podobni maniacy. Skierowałam tam samolot, jakby był zaledwie rowerem i niby odpychając się z tej góry, dałam samolotowi pofrunąć. Nie zamierzałam tam lądować, ale w trakcie tego „frunięcia” zorientowałam się, że samolot zbyt szybko tracił wysokość i będzie trudno wzbić się znów do góry. Ale jak już byłam tak krytycznie nisko, zauważyłam pas startowy i zorientowałam się, że lotnisko jest tu, i wylądowałam. Niby wszystko więc było ok.

Nie minęła jednak długa chwila, odkąd wszyscy opuściliśmy samolot, jak podszedł do mnie jakiś wściekły facet, który, jak się okazało, był jakimś bardzo ważnym lokalnym politykiem. Miał pretensje o duże opóźnienie, o jego zdaniem za długi lot (który trwał ok. 2 h). Byłam tym bardzo zaskoczona i nie miałam nic na swoją obronę po za tym, że był to mój pierwszy lot, ale nawet o tym bałam się wspomnieć, więc unikałam go, a potem przyszła do mnie jakaś milej do mnie nastawiona kobieta, też pasażerka, i próbowała pocieszać, postanowiła też sprawdzić w internecie godziny wylotu i przylotu, i niestety, okazało się, że spóźnienie było aż półgodzinne i było mi przykro i nawet się dziwiłam, że w ogóle dałam radę pilotować i wylądować, a przecież nie miałam w tym kierunku żadnego przygotowania, nie mówiąc o wykształceniu. Tamten facet znów po chwili do mnie przyszedł i znów się mnie czepiał, a ja nie umiałam wybrnąć z tej sytuacji.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Szukam taty i go znajduję

18 sty

19/11/16

Spacerowałam z Klaudią po czymś jakby dużym parku, ale był krajobraz po [1 nieczytelne słowo] jakiegoś święta. Było chowanie zmarłych albo wielu zmarłych chowano, bo masowo umierali. Umarł Trump krótko po wyborach. Obama miał 90 lat i się śmiał, że przeżył Trumpa, ale i Trump był równie stary.

Potem poczułam, że mam szukać ciała taty. Klaudia nie chciała ze mną iść, więc ją zostawiłam. Poszłam szukać, spotkałam [1 nieczytelne słowo] i potem w jakimś  [1 nieczytelne słowo] na terenie kościelnym zapytałam, gdzie składają ciała. Poszliśmy tam i znalazłam tatę w trumnie. Ku mojemu zaskoczeniu poruszył się, więc zapytałam „Żyjesz?” A on się podniósł [3 nieczytelne słowa] usiadł, ale był bardzo słaby. Wtulił się we mnie, bo było mu zimno i ja kazałam szybko dzwonić po pogotowie. Ale nie miałam komórki, a inni nie spieszyli się, nie kwapili się do dzwonienia, mieli swoje sprawy na głowie, a ktoś nawet powiedział, że stan taty jest stabilny i karetka by nie przyjechała. Więc szybko do mojego auta, a nie była to Arabella, lecz meleks z dwiema kanapami. Czekała tam na nas Asia K.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Spotkanie z Valerie

18 sty

11/12/16

Poleciałam do Anglii. Tam najpierw trafiłam do sklepiku Valerie Sutton, trochę porozmawiałyśmy o czymś, komunikacja nie była swobodna, ale dogadywałyśmy się (jakoś) . Dostałam coś od niej. Potem, po jakiejś chwili, dostałam od niej jeszcze jeden materiał, ale z zastrzeżeniem, że mam zapłacić za niego 4 dolary. Nie miałam przy sobie żadnych dolarów, tylko złotówki i karty kredytowe i [1 nieczytelne słowo] nawet euro. Chciałam dać 5 euro, Valerie powiedziała, żeby dać jej 6 euro (choć to więcej niż 4 dolary), ale nie miałam 1 euro, żeby dodać, więc dałam do zrozumienia, że pójdę wymienić pieniądze  albo wyciągnąć dolary z bankomatu, i wrócę. Trochę mówiłam, trochę migałam. Valerie interesowała się, czy słyszę przez aparat słuchowy, bo może by mówiła do mnie po angielsku. Ja odpowiedziałam, że aparat mam, ale słyszę przez niego za mało, by coś rozumieć.

Gdy wyszłam, spotkałam gdzieś rodzinę B. (a jeszcze na dzień przed wyjazdem widziałam się z tą rodziną w Polsce), wiedziałam też, że jest tu gdzieś Sławek i chciałam się dowiedzieć, co tu robi.

Spotkałam ponadto Głuchych pod opieką p. Doroty. Gdy się rozejrzałam po okolicy, zobaczyłam, że jest kilka polskich sklepów albo po prostu były to sklepy z polskimi napisami, więc sobie pomyślałam, że tu musi być dużo Polaków. I zdałam sobie sprawę, że chyba nie mam biletu na powrót. Zaczęłam myśleć o tym, by może wynająć tu jakieś lokum i trochę pomieszkać. Ale najpierw wyciągnęłam z bankomatu dolary i wróciłam do sklepiku Valerie. Zamigałam do niej, że już mam 6 euro, ale ona jakby nie była już zainteresowana tą kwotą, widząc, jak komunikuję się [migam] (taką mieszanką migową różnych języków)

W innym śnie fruwałam, byłam z Iwoną M., widziałam Marka L.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Wyjazd do Zakopanego

18 sty

11/11/16

Byłam na wyjeździe z Anką i może jeszcze kimś do Zakopanego lub podobnej miejscowości w górach. Zwiedzałyśmy zabytkowe domy i eksponaty, wśród nich były np. kanapka z serem, lalka, meble.

Skojarzyło mi się z Jasiem z Uszwi.

Potem znalazłam się jakby w Dębicy, w czasach okupacji hitlerowskiej. Był terror, głodni ludzie, jedno dziecko odpowiedziało na pytanie [brak dalszego ciągu relacji]

 

Nie z tej ziemi, nie z tych czasów…

16 lis

15/11/16

Kilka snów:

Kiara dyktowała Mesto przez telefon „nowe ewangelie”. Ja miałam je potem przepisać na komputerze. Mesto pisała ręcznie, a jej aktualny zeszyt miał numer milionowy.

******

Sławek był moim mężem, a zarazem bratem. Ja nie miałam obrączki, a jeśli miałam, to tylko na samym początku tego małżeństwa. W tle były czasy jakby „ostateczne”.

******

Grupka ludzi-zwierząt, tak jakby rezerwat, który kiedyś utworzyli fundamentaliści religijni, żyli oni tylko religią, spożywali głównie wodę. Zatracili prawie całą kulturę, języki itp. Rząd zaczął im pomagać

 

Sukces na polu nauki

13 lis

13/11/16

Uczestniczyłam w jakimś projekcie w zakresie fizyki i udało mi się coś odkryć. Ja właściwie nie miałam większego pojęcia o fizyce, ale coś tam umiałam wyrozumieć na podstawie literatury i to „odkrycie” było właśnie na tej podstawie. O szczegółach nie umiem opowiedzieć, ale bardzo się swoim osiągnięciem cieszyłam i chwaliłam się nim, np. przed mamą. Było to wszystko dla mnie bardzo mile.

I był też taki moment, że drukowałam z komputera jakąś książkę z informacjami dotyczącymi tego odkrycia albo tej teorii fizyki, na której się opierałam, robiłam to na cudzy koszt i bez wiedzy właściciela tego materiału i komputera, ale czułam, że działam w słusznej sprawie i zostanie mi to wybaczone. Tę książkę miałam komuś przekazać, komuś związanemu z projektem albo może studentom.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Sławka problem z kręgosłupem

13 lis

12/11/16

Sławek miał jakiś problem z kręgosłupem, a konkretnie z 8. kręgiem. Chciał się zważyć, jedną nogą nadepnął na wagę, a ta pokazała 52 kg i w tym momencie coś  chyba mu się stało, nie słyszałam jego rozmów – była przy nim pielęgniarka, chciała mu dać jakiś zastrzyk w bok. Ostatecznie nie jestem już pewna, czy dała mu ten zastrzyk czy nie, Sławek dość cierpiał, bo zwyrodnienie kręgu powodowało ból, wtedy gdy stawał na wadze, ten ból musiał go przeszyć, więc był to dla mnie na tyle wstrząsający sen, że się wybudziłam z niego w emocjach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny prorocze

 

Dziwna podróż do Niemiec

09 lis

Miałam jechać z Agatą J. do Niemiec, zawieźć tam pewnego chłopca/mężczyznę. Tak go określam, bo w trakcie snu postać ta zmieniała się z chłopca w mężczyznę i odwrotnie. Dojechaliśmy do jakiegoś punktu jeszcze w Polsce, w którym przedstawiciele jakichś służb niemieckich, może policji, sprawdzali moje auto. Okazało się, że nie spełnia wymogów – za ciężkie. W pierwszej chwili zdziwiłam się, bo przecież waży mniej niż tonę, ale gdy pomyślałam sobie o naszych bagażach – tym większych, że w tym punkcie dołączyły do nas jeszcze dwie koleżanki Agaty J., zdałam sobie sprawę, że całość musi ważyć więcej niż tonę. Mimo to urzędnik pozwolił na dalszą jazdę, ale z zastrzeżeniem, by unikać dużych miast i nie poruszać się głównymi drogami. Również w tym momencie dowiedziałyśmy, gdzie dokładnie jest nasz cel w Niemczech i okazało się, że na północy i miałyśmy się kierować na Szczecin i dopiero w jego okolicach przekroczyć granicę.

Przy tej i innej okazji wspominałam swoje podróże z Karlem, mówiłam, że mieliśmy jeszcze większy bagaż, a mimo to z autem i podróżowaniem nie było żadnego problemu.

Po tej kontroli auto prowadzić chciała Agata i chętnie jej oddałam kierownicę, bo czekała nas długa podróż, a miałam nadzieję, że jej trakcie będziemy się za kółkiem zmieniać. Koło Agaty usiadała jedna z jej koleżanek, a ja z drugą i tym chłopcem/mężczyzną znalazłyśmy się na tylnej kanapie. Ta męska postać od początku sprawiała nam różne problemy, zachowywała się jak niesforne, niegrzeczne dziecko, nawet gdy przybierała dorosłą (ale też wówczas młodą) postać. W pewnym momencie nawet chłopca postraszyłam, że jak nie będzie grzeczny, to go mocno zbiję. Nie pasowało to do mojego charakteru, ale uznałam, że muszę się jakoś zabezpieczyć przed jego nieprzewidywalnym zachowaniem. W pierwszej chwili chłopiec na moje słowa zareagował pewnym lękiem (widać to było po jego twarzy), ale po chwili dał też w jakiś sposób do zrozumienia, że może być niebezpieczny i że tak naprawdę to on jest górą.

Ruszyliśmy. Mnie było nie wygodnie, gdyż ten chłopiec nie siedział normalnie, tylko wiercił się, tak „fikał, brykał”, może byłoby to jeszcze do wytrzymania, gdyby auto poruszało się  z jakąś normalną prędkością, ale niestety wlokło się. Miałam wrażenie, że jedziemy najwyżej 30-40 km/h.

Agata rozmawiała sobie z koleżankami, ale ja tych rozmów nie rozumiałam, nie rozumiałam też, dlaczego w pewnym momencie zatrzymała auto i kupiła chłopcu dziecięcą pelerynkę. Potem jednak, gdy go postraszyłam, sam wysiadł przy następnej okazji, zrobił się duży i kupił sobie „dorosłą pelerynkę” i, robiąc nam (a raczej mi) na złość, nie chciał z powrotem wsiąść do auta. Auto jednak zaczęło ruszać (jemu na złość), więc trochę się przestraszył, że zostanie sam i wsiadł. Potem znów zrobił się mały.

Irytowałam się tą wolną jazdą coraz bardziej i w pewnej wiosce chciałam wymusić na Agacie, byśmy się zamieniły, i tak chyba trąciłam jej kierownicę, że skręciła w jakąś boczną dróżkę i tak dojechałyśmy do jakiegoś muzeum czy jakiegoś obiektu zabytkowego, co dziewczyny w ogóle nie speszyło, raczej ucieszyły się, że będą zwiedzać i chyba już się nawet cieszyły, że tak sobie będę jeszcze długo wolno jechać i zwiedzać. Wkurzyłam się, że ile one tego urlopu mają!? Na podróż miałyśmy przewidziane jeden-dwa dni. I tak zdenerwowana siadłam za kierownicą, obok pozostawała jedna z koleżanek Agaty, a reszta siedziała w tyle.

Ruszyłam i dojechałam do tej drogi, którą pierwotnie jechałyśmy, i skręciłam w lewo. Auto jechało ciężko, bardzo powoli, ale myślałam, że się „rozkręci” i na tej właściwej drodze nabierze odpowiedniej prędkości. Za mną jechał ktoś na motocyklu i zwolnił przede mną, normalnie powinien mnie wyprzedzić, ale jednak tego nie czynił, tylko wlókł się.

A kierownica, którą trzymałam, była dziwna – taka jak przy rowerze, ale nie to wydało mi się dziwne, tylko to, że Agata musiała ją trochę popsuć, bo była mniej stabilna, na niej zaś zawieszony był jakiś worek czy jakaś torebka, w której zamek nie był do końca zasunięty i widać było mój czerwony portfel, co wydało mi się niebezpieczne, bo mógł wypaść wprost na drogę, więc szybko go zasunęłam. Próbowałam rozpędzić auto, ale szło to bardzo opornie, chyba nie jechałam szybciej niż 20 km/h, zauważyłam wtedy, że nie ma normalnego napędu, tylko na kręcę mozolnie pedałami jak w rowerze, a po wszystkim, gdy już się z tego snu wybudzałam, zdałam sobie sprawę, że musiałam zignorować skrzynię biegów…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające