RSS
 

Spóźnione lądowanie

25 mar

25/03/17

Jakoś tak się stało, że byłam pilotem samolotu pasażerskiego i prowadziłam swój pierwszy lot. Niby wszystko było ok, ale tylko tak mi się zdawało, bo jako pilot bez właściwie żadnego przygotowania nie byłam świadoma wielu rzeczy. Po prostu leciałam, o pasażerach nie myślałam. Wykonywałam wiele nawet dla mnie mało zrozumiałych manewrów w powietrzu, bo niby wiatr nie taki albo coś. Leciałam z północy na południe kraju. Gdy już zbliżałam się do celu – a wiedziałam, gdzie ten cel ogólnie jest, tylko nie wiedziałam dokładnie, gdzie lotnisko – zauważyłam fajna górę – taką niby wielką skarpę, z której zlatywali spadochroniarze i im podobni maniacy. Skierowałam tam samolot, jakby był zaledwie rowerem i niby odpychając się z tej góry, dałam samolotowi pofrunąć. Nie zamierzałam tam lądować, ale w trakcie tego „frunięcia” zorientowałam się, że samolot zbyt szybko tracił wysokość i będzie trudno wzbić się znów do góry. Ale jak już byłam tak krytycznie nisko, zauważyłam pas startowy i zorientowałam się, że lotnisko jest tu, i wylądowałam. Niby wszystko więc było ok.

Nie minęła jednak długa chwila, odkąd wszyscy opuściliśmy samolot, jak podszedł do mnie jakiś wściekły facet, który, jak się okazało, był jakimś bardzo ważnym lokalnym politykiem. Miał pretensje o duże opóźnienie, o jego zdaniem za długi lot (który trwał ok. 2 h). Byłam tym bardzo zaskoczona i nie miałam nic na swoją obronę po za tym, że był to mój pierwszy lot, ale nawet o tym bałam się wspomnieć, więc unikałam go, a potem przyszła do mnie jakaś milej do mnie nastawiona kobieta, też pasażerka, i próbowała pocieszać, postanowiła też sprawdzić w internecie godziny wylotu i przylotu, i niestety, okazało się, że spóźnienie było aż półgodzinne i było mi przykro i nawet się dziwiłam, że w ogóle dałam radę pilotować i wylądować, a przecież nie miałam w tym kierunku żadnego przygotowania, nie mówiąc o wykształceniu. Tamten facet znów po chwili do mnie przyszedł i znów się mnie czepiał, a ja nie umiałam wybrnąć z tej sytuacji.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Szukam taty i go znajduję

18 sty

19/11/16

Spacerowałam z Klaudią po czymś jakby dużym parku, ale był krajobraz po [1 nieczytelne słowo] jakiegoś święta. Było chowanie zmarłych albo wielu zmarłych chowano, bo masowo umierali. Umarł Trump krótko po wyborach. Obama miał 90 lat i się śmiał, że przeżył Trumpa, ale i Trump był równie stary.

Potem poczułam, że mam szukać ciała taty. Klaudia nie chciała ze mną iść, więc ją zostawiłam. Poszłam szukać, spotkałam [1 nieczytelne słowo] i potem w jakimś  [1 nieczytelne słowo] na terenie kościelnym zapytałam, gdzie składają ciała. Poszliśmy tam i znalazłam tatę w trumnie. Ku mojemu zaskoczeniu poruszył się, więc zapytałam „Żyjesz?” A on się podniósł [3 nieczytelne słowa] usiadł, ale był bardzo słaby. Wtulił się we mnie, bo było mu zimno i ja kazałam szybko dzwonić po pogotowie. Ale nie miałam komórki, a inni nie spieszyli się, nie kwapili się do dzwonienia, mieli swoje sprawy na głowie, a ktoś nawet powiedział, że stan taty jest stabilny i karetka by nie przyjechała. Więc szybko do mojego auta, a nie była to Arabella, lecz meleks z dwiema kanapami. Czekała tam na nas Asia K.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Spotkanie z Valerie

18 sty

11/12/16

Poleciałam do Anglii. Tam najpierw trafiłam do sklepiku Valerie Sutton, trochę porozmawiałyśmy o czymś, komunikacja nie była swobodna, ale dogadywałyśmy się (jakoś) . Dostałam coś od niej. Potem, po jakiejś chwili, dostałam od niej jeszcze jeden materiał, ale z zastrzeżeniem, że mam zapłacić za niego 4 dolary. Nie miałam przy sobie żadnych dolarów, tylko złotówki i karty kredytowe i [1 nieczytelne słowo] nawet euro. Chciałam dać 5 euro, Valerie powiedziała, żeby dać jej 6 euro (choć to więcej niż 4 dolary), ale nie miałam 1 euro, żeby dodać, więc dałam do zrozumienia, że pójdę wymienić pieniądze  albo wyciągnąć dolary z bankomatu, i wrócę. Trochę mówiłam, trochę migałam. Valerie interesowała się, czy słyszę przez aparat słuchowy, bo może by mówiła do mnie po angielsku. Ja odpowiedziałam, że aparat mam, ale słyszę przez niego za mało, by coś rozumieć.

Gdy wyszłam, spotkałam gdzieś rodzinę B. (a jeszcze na dzień przed wyjazdem widziałam się z tą rodziną w Polsce), wiedziałam też, że jest tu gdzieś Sławek i chciałam się dowiedzieć, co tu robi.

Spotkałam ponadto Głuchych pod opieką p. Doroty. Gdy się rozejrzałam po okolicy, zobaczyłam, że jest kilka polskich sklepów albo po prostu były to sklepy z polskimi napisami, więc sobie pomyślałam, że tu musi być dużo Polaków. I zdałam sobie sprawę, że chyba nie mam biletu na powrót. Zaczęłam myśleć o tym, by może wynająć tu jakieś lokum i trochę pomieszkać. Ale najpierw wyciągnęłam z bankomatu dolary i wróciłam do sklepiku Valerie. Zamigałam do niej, że już mam 6 euro, ale ona jakby nie była już zainteresowana tą kwotą, widząc, jak komunikuję się [migam] (taką mieszanką migową różnych języków)

W innym śnie fruwałam, byłam z Iwoną M., widziałam Marka L.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Wyjazd do Zakopanego

18 sty

11/11/16

Byłam na wyjeździe z Anką i może jeszcze kimś do Zakopanego lub podobnej miejscowości w górach. Zwiedzałyśmy zabytkowe domy i eksponaty, wśród nich były np. kanapka z serem, lalka, meble.

Skojarzyło mi się z Jasiem z Uszwi.

Potem znalazłam się jakby w Dębicy, w czasach okupacji hitlerowskiej. Był terror, głodni ludzie, jedno dziecko odpowiedziało na pytanie [brak dalszego ciągu relacji]

 

Nie z tej ziemi, nie z tych czasów…

16 lis

15/11/16

Kilka snów:

Kiara dyktowała Mesto przez telefon „nowe ewangelie”. Ja miałam je potem przepisać na komputerze. Mesto pisała ręcznie, a jej aktualny zeszyt miał numer milionowy.

******

Sławek był moim mężem, a zarazem bratem. Ja nie miałam obrączki, a jeśli miałam, to tylko na samym początku tego małżeństwa. W tle były czasy jakby „ostateczne”.

******

Grupka ludzi-zwierząt, tak jakby rezerwat, który kiedyś utworzyli fundamentaliści religijni, żyli oni tylko religią, spożywali głównie wodę. Zatracili prawie całą kulturę, języki itp. Rząd zaczął im pomagać

 

Sukces na polu nauki

13 lis

13/11/16

Uczestniczyłam w jakimś projekcie w zakresie fizyki i udało mi się coś odkryć. Ja właściwie nie miałam większego pojęcia o fizyce, ale coś tam umiałam wyrozumieć na podstawie literatury i to „odkrycie” było właśnie na tej podstawie. O szczegółach nie umiem opowiedzieć, ale bardzo się swoim osiągnięciem cieszyłam i chwaliłam się nim, np. przed mamą. Było to wszystko dla mnie bardzo mile.

I był też taki moment, że drukowałam z komputera jakąś książkę z informacjami dotyczącymi tego odkrycia albo tej teorii fizyki, na której się opierałam, robiłam to na cudzy koszt i bez wiedzy właściciela tego materiału i komputera, ale czułam, że działam w słusznej sprawie i zostanie mi to wybaczone. Tę książkę miałam komuś przekazać, komuś związanemu z projektem albo może studentom.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Sławka problem z kręgosłupem

13 lis

12/11/16

Sławek miał jakiś problem z kręgosłupem, a konkretnie z 8. kręgiem. Chciał się zważyć, jedną nogą nadepnął na wagę, a ta pokazała 52 kg i w tym momencie coś  chyba mu się stało, nie słyszałam jego rozmów – była przy nim pielęgniarka, chciała mu dać jakiś zastrzyk w bok. Ostatecznie nie jestem już pewna, czy dała mu ten zastrzyk czy nie, Sławek dość cierpiał, bo zwyrodnienie kręgu powodowało ból, wtedy gdy stawał na wadze, ten ból musiał go przeszyć, więc był to dla mnie na tyle wstrząsający sen, że się wybudziłam z niego w emocjach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny prorocze

 

Dziwna podróż do Niemiec

09 lis

Miałam jechać z Agatą J. do Niemiec, zawieźć tam pewnego chłopca/mężczyznę. Tak go określam, bo w trakcie snu postać ta zmieniała się z chłopca w mężczyznę i odwrotnie. Dojechaliśmy do jakiegoś punktu jeszcze w Polsce, w którym przedstawiciele jakichś służb niemieckich, może policji, sprawdzali moje auto. Okazało się, że nie spełnia wymogów – za ciężkie. W pierwszej chwili zdziwiłam się, bo przecież waży mniej niż tonę, ale gdy pomyślałam sobie o naszych bagażach – tym większych, że w tym punkcie dołączyły do nas jeszcze dwie koleżanki Agaty J., zdałam sobie sprawę, że całość musi ważyć więcej niż tonę. Mimo to urzędnik pozwolił na dalszą jazdę, ale z zastrzeżeniem, by unikać dużych miast i nie poruszać się głównymi drogami. Również w tym momencie dowiedziałyśmy, gdzie dokładnie jest nasz cel w Niemczech i okazało się, że na północy i miałyśmy się kierować na Szczecin i dopiero w jego okolicach przekroczyć granicę.

Przy tej i innej okazji wspominałam swoje podróże z Karlem, mówiłam, że mieliśmy jeszcze większy bagaż, a mimo to z autem i podróżowaniem nie było żadnego problemu.

Po tej kontroli auto prowadzić chciała Agata i chętnie jej oddałam kierownicę, bo czekała nas długa podróż, a miałam nadzieję, że jej trakcie będziemy się za kółkiem zmieniać. Koło Agaty usiadała jedna z jej koleżanek, a ja z drugą i tym chłopcem/mężczyzną znalazłyśmy się na tylnej kanapie. Ta męska postać od początku sprawiała nam różne problemy, zachowywała się jak niesforne, niegrzeczne dziecko, nawet gdy przybierała dorosłą (ale też wówczas młodą) postać. W pewnym momencie nawet chłopca postraszyłam, że jak nie będzie grzeczny, to go mocno zbiję. Nie pasowało to do mojego charakteru, ale uznałam, że muszę się jakoś zabezpieczyć przed jego nieprzewidywalnym zachowaniem. W pierwszej chwili chłopiec na moje słowa zareagował pewnym lękiem (widać to było po jego twarzy), ale po chwili dał też w jakiś sposób do zrozumienia, że może być niebezpieczny i że tak naprawdę to on jest górą.

Ruszyliśmy. Mnie było nie wygodnie, gdyż ten chłopiec nie siedział normalnie, tylko wiercił się, tak „fikał, brykał”, może byłoby to jeszcze do wytrzymania, gdyby auto poruszało się  z jakąś normalną prędkością, ale niestety wlokło się. Miałam wrażenie, że jedziemy najwyżej 30-40 km/h.

Agata rozmawiała sobie z koleżankami, ale ja tych rozmów nie rozumiałam, nie rozumiałam też, dlaczego w pewnym momencie zatrzymała auto i kupiła chłopcu dziecięcą pelerynkę. Potem jednak, gdy go postraszyłam, sam wysiadł przy następnej okazji, zrobił się duży i kupił sobie „dorosłą pelerynkę” i, robiąc nam (a raczej mi) na złość, nie chciał z powrotem wsiąść do auta. Auto jednak zaczęło ruszać (jemu na złość), więc trochę się przestraszył, że zostanie sam i wsiadł. Potem znów zrobił się mały.

Irytowałam się tą wolną jazdą coraz bardziej i w pewnej wiosce chciałam wymusić na Agacie, byśmy się zamieniły, i tak chyba trąciłam jej kierownicę, że skręciła w jakąś boczną dróżkę i tak dojechałyśmy do jakiegoś muzeum czy jakiegoś obiektu zabytkowego, co dziewczyny w ogóle nie speszyło, raczej ucieszyły się, że będą zwiedzać i chyba już się nawet cieszyły, że tak sobie będę jeszcze długo wolno jechać i zwiedzać. Wkurzyłam się, że ile one tego urlopu mają!? Na podróż miałyśmy przewidziane jeden-dwa dni. I tak zdenerwowana siadłam za kierownicą, obok pozostawała jedna z koleżanek Agaty, a reszta siedziała w tyle.

Ruszyłam i dojechałam do tej drogi, którą pierwotnie jechałyśmy, i skręciłam w lewo. Auto jechało ciężko, bardzo powoli, ale myślałam, że się „rozkręci” i na tej właściwej drodze nabierze odpowiedniej prędkości. Za mną jechał ktoś na motocyklu i zwolnił przede mną, normalnie powinien mnie wyprzedzić, ale jednak tego nie czynił, tylko wlókł się.

A kierownica, którą trzymałam, była dziwna – taka jak przy rowerze, ale nie to wydało mi się dziwne, tylko to, że Agata musiała ją trochę popsuć, bo była mniej stabilna, na niej zaś zawieszony był jakiś worek czy jakaś torebka, w której zamek nie był do końca zasunięty i widać było mój czerwony portfel, co wydało mi się niebezpieczne, bo mógł wypaść wprost na drogę, więc szybko go zasunęłam. Próbowałam rozpędzić auto, ale szło to bardzo opornie, chyba nie jechałam szybciej niż 20 km/h, zauważyłam wtedy, że nie ma normalnego napędu, tylko na kręcę mozolnie pedałami jak w rowerze, a po wszystkim, gdy już się z tego snu wybudzałam, zdałam sobie sprawę, że musiałam zignorować skrzynię biegów…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Sny pod wpływem leków

07 lis

Bardzo rzadko zażywam jakiekolwiek lekarstwa, ale z początkiem tego miesiąca zdecydowałam się pewne zażywać. Jedno potencjalnie zaburza sen fizjologiczny i faktycznie tak się dzieje. Sny jako takie nadal mam, ale z trudem je zapamiętuję. W zasadzie jedynie postaci w nich występujące, bo te trochę zaskakują.

I tak w ostatnie noce śnił mi się Walter z Susan (i z ich małym dzieckiem – dziewczynką, w realu mają dorosłe córki i, o ile wiem, nie mają wnuków), pani HZ ze swoimi dorosłymi już dziećmi, mama, a nawet Angela Merkel, do której mówiłam po niemiecku, może nie tak całkiem poprawnie, ale dość płynnie, co sprawiło mi pewną satysfakcję.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Informacja o tym, co mi dolega

29 paź

29/10/16

Przed snem bardzo prosiłam Stwórcę o uzdrowienie i otrzymałam w odpowiedzi taki sen:

Byłam z mamą w jakimś sklepie, gdzie kupiłam dwa sweterki, miałam kupić jeszcze trzeci, ale żaden innym mi już nie przypasował. Za sweterki zapłaciłam 48 zł lub coś koło tego.

W następnej scenie byłam z mamą na dużym łóżku jakby w hotelu, ale nie byłyśmy ograniczone ścianami pokoju, tylko była to większa przestrzeń. I na tym łóżku oglądałam, co kupiłam, nie były to już sweterki, tylko jakby żółte szlafroki (albo szlafrok i piżama) plus biały ręcznik, dokładnie się tym rzeczom nie zdążyłam przypatrzyć, ale na pierwszy rzut oka tak te rzeczy wyglądały. I tak na wpół leżałyśmy z mamą i ja już miałam swoje rzeczy oglądać, gdy podeszła do nas pani z obsługi hotelu, wyglądająca na Azjatkę i coś zaczęła mówić, uważnie na mnie patrząc. Nie wszystko rozumiałam, lub nie wszystko zapamiętałam, tylko to, że kobieta ta widziała oczami niczym skanerem i powiedziała, z pewnym przerażeniem w oczach, że w prawym uchu, czy w prawej części głowy widzi duży stan zapalny, mówiła też coś o uchyłku, który jest za bardzo nachylony.

Przyszło mi do głowy, że ta kobieta będzie coś chciała od nas za „tę usługę”, ale nic takiego nie nastąpiło. Ja odczuwałam z jej strony bardzo pozytywną energię, miłość.
Potem jeszcze wyszłam na zewnątrz do jakiegoś pana, który wręczył mi czekoladę w trochę porwanym opakowaniu. Mimo tego niefortunnego opakowania wiedziałam, że to dobra czekolada. Zapytałam, czy mam zapłacić za nią, ten człowiek odpowiedział (już nie pamiętam, jakimi słowami, ale powiedział, coś znamiennego), że nie. Również od niego czułam miłość.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny informacyjne

 

Idę zobaczyć moje nowe mieszkanie

27 paź

27/10/16

Miałam się udać z Karoliną do mojego nowego mieszkania. Karolina chciała iść pieszo, ale mnie to nie pasowało, ponieważ musiałam nieść taki mały odkurzacz (taki jak samochodowy, ale w śnie był znacznie cięższy niż jest w realu), chciałam więc jechać samochodem. Ale Karolina upierała się przy spacerze. Ostatecznie nie wiem, jak się dostałam do mojego nowego mieszkania, ale nie była już ze mną Karolina, tylko mój tata. Miałam dwa pokoje, jeden już bardzo ładnie urządzony, z pięknymi meblami przy jednej ścianie, i z biurkiem przy drugiej.

Drugi pokój był jeszcze w stanie remontu, na ścianach były duże „buły” masy szpachlowej. Pomimo to w pokoju było łóżko i szafa z ubraniami, ale łóżko niepościelone, a szafa otworzona, ukazująca nieład ubraniowy. Pomimo tego przykrego widoku cieszyłam się, że chociaż jeden pokój jest już tak ładnie urządzony.

****

Przypuszczam, że to mieszkanie symbolizuje moje ciało fizyczne, które teraz przechodzi swoisty „remont” – oczyszczanie oparte na diecie warzywno-owocowej dr. Dąbrowskiej.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Sny informacyjne

 

Pociąg „dietetyczny”

23 paź

23/10/16

Weszłam do pociągu, przechodziłam z wagonu do wagonu (były bardzo przestronne, bez typowych przedziałów), aż doszłam do jednego z ostatnich (czy pierwszych od czoła pociągu). Nie wiem, czy pociąg ruszył, nawet jeśli tak, to za jakiś czas stanął i stał sporo czasu na stacyjce, na której były stragany z owocami i warzywami. Zaopatrzyłam się w marchewkę, borówki i w coś jeszcze. Pociąg jakoś nie ruszał i zaczęłam się nieco niepokoić, przeszłam do sąsiedniego, chyba ostatniego wagonu, który cały był pusty, nawet nie miał wyposażenia, i wyjrzałam przez otwarte drzwi wagonu, ktoś stał na peronie i zagadnęłam go o odjazd i czas jazdy, powiedział tylko coś takiego, że podróż będzie trwała 40 dni. „40 dni??” Byłam zdziwiona i zaskoczona, nie od razu dotarło do mnie, ile to jest 40 dni. Ale po chwili sobie uzmysłowiłam, że to naprawdę długo, aż półtora miesiąca, zawahałam się, chciałam jeszcze dokupić więcej warzyw i owoców, ale chyba tego nie zrobiłam, mój wzrok padł na moje zaopatrzenie, a wśród tych warzyw i owoców był mój czerwony portfel, wahałam się, czy ta podróż w ogóle ma sens, a po zbudzeniu się z tego krótkiego snu od razu wiedziałam, że chodzi o moją dietę warzywno-owocową…

*****

Już po diecie interpretuję ten sen następująco: Dieta powinna trwać 40 dni, ale mój organizm nie nadawał się na tak długą dietę (zwłaszcza o jesiennej porze roku) – na to wskazuje pusty wagon – po przebyciu początkowego odcinka (8 dni – tyle trwała dieta w realu, nie licząc parudniowych okresów przejściowych) organizm stał się już „pusty”. Borówki to właściwie żurawina – bo oprócz marchewki to jej dużo nakupiłam. Portfel może symbolizować konieczność zakończenia urlopu i powrót do pracy (faktycznie, dietę zakończyłam po części z powodu kończącego się urlopu), a po części właśnie z poczucia bezsensowności tej diety (bo brak efektów leczniczych).

 
 

Nieudana wyprawa ze znajomymi

23 paź

23/10/16

Byłam ze znajomymi – kolegami i koleżankami po fachu (2 koleżanki i 2 kolegów), ale osoby te nie kojarzyły mi się z kimś konkretnym z reala. Miałam wybrać się z nimi na jakiś mini-urlop czy coś takiego. Moim samochodem, a był to pojazd nietypowy. Przede wszystkim mały, składał się z małej kabiny na dwie osoby i osobnego przedziału na kilka osób, do którego wchodziło się od tyłu, jak w niektórych typach samochodów dostawczych. Z tym że ten mój samochód był znacznie mniejszy od typowego dostawczaka, a ponadto miał jakby dwa rodzaje napędu, w dodatku wymienne, i to łatwo wymienne.

Jeden z tych napędów przypominał wyglądem minigokart dla dzieci, napędzany siłą nóg, jednak w tym moim samochodzie był to napęd mechaniczny. Drugi zaś przypominał zwykły napęd ze skrzynią biegów. Ja zwykle używałam tego drugiego, zaś nasza eskapada zaczęła się od jazdy z tym pierwszym napędem, za kierownicą siedziała jedna z koleżanek, a obok niej ja. Ten napęd miał taki feler, że łatwo było stracić przy nim kontrolę nad prędkością poruszania się, gdyż niby nagle pojazd sam zaczynał pędzić z prędkością 140-150 km/h i tak się właśnie stało, gdy prowadziła ta koleżanka. Nie opanowała samochodu i staranowała kilka rzeczy (ławek czy tp.) przy drodze, na szczęście tylko na tym się  skończyło. Choć to nie ja prowadziłam, czułam się po części winna, ale wszyscy udawaliśmy, że nic się nie stało, tym bardziej, że ani auto, ani my nie odnieśliśmy żadnych obrażeń, były tylko szkody na drodze.

Potem prowadził jeden z kolegów, ale on dla odmiany prowadził strasznie wolno (ja wtedy siedziałam nie w kabinie, lecz w tylnym przedziale. Naprawdę zbyt wolno, niby był korek, ale i tak uważałam, że on po prostu źle prowadzi i dałam znać, by się przed wjazdem na autostradę zatrzymał. Zrobił to, ale w taki sposób, że zatrzymał się nie po tej stronie autostrady, co powinien,  w jakiś sposób udało mu się dostać na drugą stronę, gdzie znajdowało się specjalne miejsce postojowe czy parking, przy jakimś osiedlu zresztą.

Zarządziłam zmianę napędu i postanowiłam, że w dalszej drodze ja będę prowadzić, bo chciałam, żebyśmy jechali „normalnie”. Przy okazji jednak zatrzymaliśmy się po prostu na odpoczynek. Koledzy zajmowali się tym „gokartowym” napędem, a ja instalowałam ten „normalny”. I przyszło mi do głowy, że tego „gokartowego” już nie chcę, po co mi on? I powiedziałam kolegom, że jest do kupienia. Zapytali „Za ile?”, a ja na to „A ile byście za niego dali?”. Jeden z kolegów rzucił „Piątkę”. Ale nie bardzo wiedziałam, co miał na myśli – 500 zł czy 5000 zł? 500 wydawało mi się za mało, 5000 ok, ale potem przyszło mi do głowy, że za 5000 można przecież nawet cały samochód kupić, więc musiałam w myślach przyznać, że to jednak warte bardziej 500 niż 5000 zł i zaakceptowałam cenę 500 zł.

Czas mijał, jakoś nikt się nie kwapił do dalszej drogi. Wyczułam jakąś nieufność do mnie jako kierowcy. Było mi jeszcze trudno tyle, że nie słyszałam i miałam trudności z rozumieniem, co koledzy i koleżanki mówią.

Chociaż nie ruszyliśmy się z miejsca, sceneria wokół nas trochę się zmieniła. W pobliżu nie było już osiedle, lecz rzeka i coś jakby dźwigowy prom. Oglądaliśmy z zainteresowaniem, jak przestawia pojazdy, ludzi i inne obiekty. Trochę też martwiliśmy się, bo czas upływał, a my chyba mieliśmy zwiedzać u celu kopalnię soli, robiło się już jednak jasne, że nie zdążymy przed jej zamknięciem. Jeden z kolegów rzucił, żebyśmy poszli coś zjeść do tego „miłego portu”.  Zapytałam „Co?”, a on a to „Lody”, co odebrałam trochę jako przytyk w moim kierunku, gdyż ja byłam na diecie warzywno-owocowej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Dziewczyny z zaprzyjaźnionego biura

23 paź

23/10/16

Miałam dwa sny, w których śniły mi się dziewczyny z zaprzyjaźnionego biura tłumaczeń (nazwijmy go BT GG). W jednym z nich byłam kilkupiętrowym, mocno oszklonym budynku. A była to jakby filia BT GG, którego główna siedziba znajduje się w Rzeszowie (zaś ten oszklony budynek był – zdaje się – w Tarnowie). Byłam w nim sama lub z paroma dziewczynami, przygotowałam zlecenie – bardzo dziwne, bo napar z ziołowej herbatki uodparniającej. Zrobiłam tego naparu tyle, że był na 3 kubki, do przekazania zleceniodawcy wybrałam jeden, który, jak mi się wydawało, był „najlepszym naparem” (najbardziej nasycony ziołami). Zleceniodawczyniami były dziewczyny z głównej siedziby BT GG, czekałam na nie i widziałam przez oszklone ściany, jak idą. Przed nimi przypadkiem znalazły się jakieś osoby z innego BT, ale domyśliły się, kim są tamte i dokąd chcą się udać. Zapytały „BT GG?’ Dziewczyny potwierdziły, więc te osoby z konkurencji wskazały na nasz budynek. Dziewczyny weszły, a ja przekazałam „wykonane zlecenie”.

Była też jakaś rozmowa o statusie prawnym lokalu oraz o tym, że moją Arabellę ktoś musiał przestawić, gdyż nie stała na parkingu tak jak ją zostawiłam, lecz na trawniku obok parkingu, wraz z innym autem, które również zostało przestawione, tak by parking był „czysty” (nie było na nim wcześniej innych aut poza moim i tym drugim). Było to tym dziwniejsze przestawienie, że trawnik był na pewnej wysokości w stosunku do parkingu, więc mocno zastanawiałam się, w jaki sposób przestawiono auto i w jaki sposób ja teraz je wyprowadzę z tego trawnika. Gdybym zdecydowała się wjechać z trawnika prosto na parking, auto po prostu spadłoby z wysokości.

Drugiego snu z udziałem tych dziewczyn nie pamiętam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

„Wczasy” z Karoliną

22 paź

22/10/16

Byłam z Karoliną „na wczasach” u pani, która nazywała się Krystyna Loska, a jej mężem był Krzysztof Kolberger (lub Kroenberger – nie byłam w śnie pewna). Ta pani była esperantystką. To oczywiście byli starsi, w dodatku bogaci ludzie. Trochę się u nich rozleniwiłam, bo nie musiałam nic robić.

Ostatniego dnia naszego pobytu pani opuściła nas wcześniej, a myśmy z Karoliną czekały na babcię – moją mamę. Ale coś nie zjawiała się, tymczasem okazało się, że nie wzięłyśmy ze schowka swoich bagaży, a pani pozamykała już te pomieszczenia, gdzie bagaże miały się znajdować. Niby została służba i wpuściła mnie do tego pomieszczenia, ale bagaży nie znalazłam. Karolina jeszcze przed wyjściem pani zadzwoniła do babci na numer stacjonarny w Rabce, bo nie mogłyśmy się jej doczekać, a miała jechać z Uszwi do nas. Okazało się, że babcia jest w Rabce, dlatego nic już tu po nas i miałyśmy jechać do Rabki, tylko nie mogłyśmy znaleźć bagaży, a Karolina w międzyczasie gdzieś się zgubiła. Ja miałam ze sobą smartfon, ale coś się z nim dziwnego zrobiło i nie mogłam się skontaktować z Karoliną. Kręciłam się wokół domu tych starszych państwa, a był to duży budynek, było też dużo ludzi – na parterze domu była przychodnia lekarska, zaś na zewnątrz jakiś kiermasz. Rzucałam się na świeże truskawki. Moje oko przyciągnęły także suszone owoce, szczególnie rodzynki, ale wiedziałam, że na tej diecie, na której obecnie jestem, nie mogę ich jeść. Aczkolwiek wydawało mi się, jakby obraz jasnych rodzynek (bo były rodzynki jasne i ciemne, domyśliłam się, że te jasne to suszone białe winogrona) mówił mi, że te właśnie mogę jeść.

Przed tym snem był epizod, w którym razem z Karoliną uczyłam się jeździć starym autobusem albo jakąś ciężarówką. Ja siedziałam za kierownicą, bo byłam bardziej w tej nauce zaawansowana, a Karolina obserwowała moje poczynania. „Poczynania” to dobre określenie, ponieważ miałam duży problem ze skrzynią biegów, która nie działała jak powinna albo ja nie umiałam jej obsługiwać (była inna niż w typowym samochodzie osobowym).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające