RSS
 

Strzępki snów (27)

24 wrz

24/09/16
Jechałam na rowerze tak jakby z Rabki do Tarnowa i była to niby jakaś pielgrzymka, a właściwie to pielgrzymka była swoją drogą, piesza, a tak jakby gdzieś za nią na doczepkę, jej śladem czy jakoś tak. Gdzieś w tle mama, być może uczestniczyła w tej pielgrzymce.
Szukałam po drodze noclegu. Trafiłam na jakiegoś księdza. Potem było jakoś tak, że ten ksiądz patrzył na mnie jak na kobietę, w każdym razie jakiś kontekst seksualny był.
Innym epizodzie Karolina sprzątała, zamiatała podłogę – tak jakby w moim mieszkaniu, i przy okazji tego zamiatania rozmawiała z kimś przez internet w trybie audio-video. Ja zaś miałam się zająć gotowaniem i rozmawiałam o tym z Karoliną. Właściwie obiad miał zostać skomponowany z tego, co już wcześniej zostało ugotowane, np. był ryż, o którym Karolina mówiła, że „gotował się ponad godzinę”. Czyli to miał być taki byle jaki obiad, ale Karolina nie była wybredna.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Leczenie

21 wrz

21/09/16
Przyjechałam rowerem do jakiegoś ośrodka zdrowia (mógł to być jakiś nietypowy szpital, klinika, przychodnia specjalistyczna lub rodzaj sanatorium). To było jakby w Poznaniu. Rowerem, którym przybyłam, nie była „Róża”, lecz był to jakiś inny, ciemnego koloru rower (ciemnozielony?), jakiego w realu nie posiadam. Nie przypięłam go nigdzie, lecz postawiłam luzem na placu przed placówką leczniczą. Była też ze mną mama. Do samej placówki nie wchodziłyśmy. W jednym z jej skrzydeł była recepcja lub rejestracja i miała okienko wychodzące na plac i przez to okienko mama z kimś rozmawiała. Miałam uczucie, że kiedyś już w tej placówce bywałam jako dziecko, a teraz, z rozmowy mamy z kimś z personelu wynikało, że wskazane jest, bym spędziła w tej placówce od 2 do 16 lub 17 (nie pamiętam dobrze) dnia miesiąca (nie mówiło się o miesiącu, ale można by przyjąć, że chodziło o październik.
Zaczęłam się rozglądać za rowerem, bo trochę od niego odeszłam, uświadomiłam sobie, że błąd zrobiłam, nie przypinając go nigdzie. Ale nie wiem, czy się odnalazł czy nie, bo zmieniła się scena, tak jakbym się przebudziła. W tej scenie byłam z Karoliną i próbowałam z nią ustalić, w jakiej to placówce ja w dzieciństwie byłam. Ale wtedy chyba już naprawdę się przebudziłam, bo stwierdziłam, że w żadnej takiej placówce nie mogłam być, a już na pewno nie w Poznaniu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny informacyjne

 

Dziwne zdarzenia z Jaruzelskim w tle

17 wrz

Chodziłam z ludźmi po jakichś obiektach, przy czym poruszaliśmy się jakimiś „tajnymi” drogami. Później ja i Ela Sz. Byłyśmy kierowcami autobusów kursujących na jakiejś linii miejskiej, kursowałyśmy na tej trasie tam i z powrotem. Po kilku godzinach Ela „zarządziła” przerwę i podczas niej usiadłyśmy na trawie i Ela wyciągnęła reklamówkę z pieczywem. Dużo tego pieczywa było, w większości były to kanapki z czymś, ale też samo pieczywo.
Gdy tak jadłyśmy, wokół nas sporo się działo. Po jednej stronie był basen i widziałyśmy trzech mężczyzn, z których jeden był Wojciechem Jaruzelskim, jak kierowali się ku temu basenowi, obejrzeć go. W tym miejscu też było życie, dużo osób, w tym dzieci, kąpało się. Gdy ta trójka wracała od basenu, z jeden z towarzyszy Jaruzelskiego powiedział „Jest bardzo europejsko”. Po innej stronie zaś było widać jakby małe dzieci jeżdżące na nartach.

 

Podróż do Uszwi

15 wrz

Poruszałam się pieszo lub na jakiejś oryginalnej hulajnodze i w ten sposób -głównie przez górzyste pola – pokonałam kilkadziesiąt kilometrów, trafiając do Uszwi. Spotkałam się z Anką B. i z Jasiem, Jasiowi miałam zrobić jakiś zabieg. Ale zaprowadzono mnie do pomieszczenia, które było bardzo zimne i ręce od razu zaczęły mi lodowacieć. Na szczęście dostałam gorącą herbatę. Był tam też chyba jakiś groźny pies, którego na szczęście „zabezpieczono” w innym pomieszczeniu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Mam swoje biuro w mieście

14 wrz

14/09/16
Uświadomiłam sobie, że posiadam lokal – biuro tłumaczeń, ale nie używam go, tylko tłumaczę w domu. I pewnego dnia postanowiłam rano tam pójść. Szło się do niego przez rekreacyjny lasek, gdzie na połowie odległości jest zakaz poruszania się samochodów z wyjątkiem tych posiadanych przez mieszkańców posesji przy lasku. Zaczęłam więc iść pieszo, ale po chwili stwierdziłam, że będzie jednak szybciej, jeśli choć kawałek podjadę autem, pomimo że wiązało się to z tym, że musiałam się kawałek pieszo cofnąć na parking, na którym miałam zaparkowaną Arabellę. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Tam, gdzie się kończyła możliwość jazdy autem, był duży, strzeżony i płatny parking. Nietypowy, gdyż każde miejsce było jakoś oryginalnie opisane na podłożu. Ale nie przypominam sobie, bym tam parkowała, pamiętam tylko, że oglądałam te miejsca parkingowe, a potem rozmawiałam z panią z budynki, która to pani strzegła tego parkingu.
W kolejnej scenie znalazłam się przed tym moim biurem, oraz w nim, środku. Miało przeszkloną witrynę, a przed biurem stała Arabella.
Potem znów scena przeskoczyła, a ja znalazłam się w Arabelli na jakimś innym, dużym parkingu. Stał tam też jakiś busik i wysiadła z niego kobieta i chciała mi zlecić tłumaczenie, a ja się dziwiłam, skąd ona wie, że jestem tłumaczką, a ona po prostu powiedziała, że widziała moje biuro i moje auto pod nim.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Mama wybiera się na imprezę

14 wrz

10/09/16
Miałam jakieś pisemne zadanie – Klaudia podesłała mi obliczenie czegoś tam do tego zadania. Była to dla mnie duża ulga, gdyż zadanie było wymagające.
Kolejna scena: Mama w przyciasnej i kusej sukience wybierała się na jakąś wieczorną imprezę. Sukienka była niezbyt odpowiednia na taką imprezę, ale mama dostała ją kiedyś wcześniej ode mnie i zależało je, by w niej „wystąpić”. Zamek u dołu tej sukienki był już jakby uszkodzony. Impreza była jakby w związku z moimi urodzinami. Tylko że jej się wydawało , że ma dziś ponad 50 lat, a tak naprawdę to miała skończyć aż 74 lata (w realu ma 76 lat; kiedy ja jednak w realu obchodziłam swoje ostatnie – okrągłe – urodziny, mama miała skończone 74 lata…).
Inny epizod: Byłam z Krzyśkiem w dużym pokoju gdzieś. Były w nim meble z różnych innych mieszkań, m.in. od cioci Dany 2 fotele, które miała ode mnie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Kilka miłych snów

26 sie

1. W tym śnie byłam jakby w dawniejszych czasach, gdy miasta były z kamienia. Biegłam gdzieś z dwiema osobami, przy czym jedna z nich była zakonnicą, a obie chyba przypominały mi osoby z obecnej rzeczywistości. Ten sen był bardzo ciekawy i w jakiś sposób odnosił się do obecnych duchowych przemian na Ziemi, lecz niestety nie zdołałam go zapamiętać w całości.
2. Jechałam Arabellą, a właściwie wyruszyłam z parkingu i natknęłam się na sporawe wziesienia, jedno po drugim, przy czym za mną i przede mną były jakieś ciężkie wozy. A ja byłam całkiem wyluzowana i te wziesienia pokonałam „od niechcenia”, „z palcem w nosie”, w ogóle nie przejmując się całą sytuacją (która z pozoru wymagała dużej koncentracji uwagi).
3. Miałam się spotkać z koleżanką (chyba z Agnieszką z Krakowa albo z którąś z dawnych koleżanek szkolnych), ale jako że w nocy źle spałam, przyjechałam Arabellą na jakiś duży parking i tam niby się spotkałyśmy, ale mnie chciało się spać.
4. Bardzo miły epizod z mamą: na moje urodziny zrobiła jakiś wykwintny tort, na imprezę miała przyjechać Jola W., ale tak się złożyło, że Jola nie mogła i trzeba było imprezę odwołać, mogłyśmy przyjechać dopiero za tydzień, mama żałowała tego, że zrobiła tort na nic, choć nie od razu się do tego przyznała, a ja ją bardzo serdecznie przepraszałam za tę sytuację; było między nami duże wzajemne zrozumienie i miłość.

 

Seria dziwnych i niemiłych snów

25 sie

Karolina miała problem z zaliczeniem egzaminów na studiach – a było to już jej trzecie podejście i Sławek bardzo się zdenerwował. Nie pamiętam już, czy użył przemocy wobec Karoliny, ale pamiętam, że użył jej wobec mnie (nie wiedziałam nawet, za co), i to tak, że zagrożone było moje życie, ale na szczęście do tego najgorszego nie doszło, jednak z tego emocjonalnego snu się wybudziłam w środku nocy.
W kolejnym śnie jechałam Arabellą lekko pod górę, ale było bardzo dziwnie, gdyż jechałam niby pod prąd – auto miało niby samo zmienić kierunek pod wpływem spadku prędkości przy jeździe pod górę – wiem, brzmi niedorzecznie, ale równie dziwne było to w śnie.
W następnym wątku była jakaś dziwna sprawa z wypróżnianiem się – miałam jakieś duże dolegliwości żołądkowe i mocno zanieczyściłam klozet.

A potem rozmawiałam z jakimś znajomym (może był to Tomek M?) i mówiłam do niego po esperancku, choć szło mi to opornie i nawet nie wiem, czy mnie rozumiał, ale tłem tego spotkania było właśnie esperanto.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Spotkania ze sprawami słuchu w tle

24 sie

Byłam z mamą u lekarki, najpewniej laryngolożki. Nie wiem, po cośmy tam poszły, ale lekarka dała do zrozumienia, że można „słuch” trochę poprawić, bo bez tego „nigdy nie będę mieć partnera”. Oburzyły mnie te słowa, powiedziałam jej w emocjonalnym tonie, że nawet gdyby mi wróciło 30 dB słuchu, to i tak nadal bym była głucha, a partnerów to miałam już kilku. I wyszłyśmy. Byłam elegancko ubrana w jakiś płaszcz i kolorową apaszkę.
W kolejnej scenie byłam gdzieś z Moniką E., jej synem Kacprem oraz ich ojcem i dziadkiem, a moim wujkiem Markiem. Kacper był o kilka lat starszy niż w rzeczywistości i był niedosłyszący (mógł mieć 6 lub 7 lat). Prawie nic nie mówił, więc myślałam, że jego ubytek słuchu jest dość poważny, więc sugerowałam wujkowi, że może by posłać Kacpra do szkoły dla niesłyszących w Warszawie, bo tam są najlepsze. Ale potem zapytałam wujka, jaki jest ubytek słuchu Kacpra, wujek odpowiedział, że „taki jak u Asi” (jego córki), ale ja nic nie wiedziałam o tym, by Asia miała jakąś wadę słuchu. Domyśliłam się jednak, że w takim razie Kacper tylko lekko niedosłyszy. I okazało się, że mówi dość dużo, ale akurat nie po polsku, lecz po francusku (w realu mieszka w kraju anglojęzycznym i ma ojca anglojęzycznego).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Rodzinne spotkania i zaliczenia na studiach

23 sie

Byłam ja jakiejś imprezie, jakby świątecznej. Byli oczywiście krewni. Zapamiętałam głównie ciocię Franię i Justynkę. Justynka coś się mnie pytała o rzeczy, które mi dawno temu dała w prezencie, a ja je pochowałam w piwnicy, gdyż niezbyt mi przypasowały. Teraz sobie próbowałam przypomnieć te rzeczy i poszłam po nie do piwnicy. Cześć tych rzeczy to elementy odzieży, a część – ozdobniki do mieszkania. Zaczęłam je wystawiać i zawieszać tak, by zadowolić donatorkę.
W kolejnej (a może wcześniejszej) scenie byłam na jakichś studiach i miałam do zaliczenia dwa przedmioty, jednym z nich była muzyka lub coś z nią związanego. Perypetii z tym zaliczaniem już nie pamiętam, ale raczej wszystko się zakończyło pomyślnie.
Scena się znów zmieniła i tym razem wyruszałam w podróż Arabellą, a towarzyszyli mi krewni – chyba ci sami, co w scenie świątecznej, oprócz cioci Frani i Justynki był też Sławek, a może i nawet mama oraz… mały piesek, jakby ratlerek. W samochodzie było ciasno, ale pomieściliśmy się wszyscy; piesek siedział koło mnie z przodu. Jechało się dobrze, ale pod koniec podróży, gdy już byliśmy w Rabce, miałam problem ze zmianą biegów. Tak jakoś było, jakby ta skrzynia znalazła się lekko za moimi plecami, przez co było mi niewygodnie ją obsługiwać, co z kolei powodowało, że coś w jeździe „zgrzytało”. Mimo to goście tego nie komentowali.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Spotkanie z Moniką, Kacprem i Godwinem oraz dziwna sprawa z samolotem

03 sie

3/08/16
Spotkałam się z Moniką E., jej synem Kacprem oraz z Godwinem – tatą Kacpra. Spotkanie było w kontekście turystycznym, może była jakaś impreza czy coś, bo nie spotkałam się z nimi wszystkimi razem, tylko najpierw z Moniką i Kacprem, a potem z Godwinem, a potem ponownie z Kacprem, gdyż oni po prostu przychodzili tam, gdzie na nich czekałam, by napić się czegoś, zajrzeć do plecaków, zamienić ze mną parę słów itp. Było dosyć miło.
Potem był taki dziwny epizod z samolotem, mianowicie jakaś mało doświadczona pilotka popełniła przy lądowaniu, już na płycie lotniska, jakiś drobny błąd. Nikomu i nic się nie stało, ot, może samolot bardzo lekko, niemal niezauważalnie, trącił jakiś zaparkowany pojazd. A że ja byłam tego świadkiem (i pewnie jeszcze parę innych osób), to mnie wezwano do złożenia „raportu” nt. tego zdarzenia, byłam zdziwiona, że w ogóle zdecydowano się przeprowadzić jakieś postępowanie wyjaśniające ten incydent, mało tego, nie tylko miałam zdawać sprawę z tego, co wiem na temat tego zdarzenia, ale miałam też niby uczestniczyć w czymś w rodzaju „wizji lokalnej”, bo niby sama miałam już jakieś pojęcie o prowadzeniu samolotów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wizyty astralne

 

Rezygnuję z nauki, a mama i brat pływają w basenie

28 lip

28/07/16
Przyszłam do pewnej szkoły. Była to szkoła o wysokim poziomie nauczania, i chociaż ja już miałam za sobą całą formalną edukację, miałam w tej w szkole niby powtórzyć niektóre klasy, bo niby edukacja w tej szkole miała większą wartości od tej, którą wcześniej formalnie odebrałam. Ale po zastanowieniu się doszłam do wniosku, że to powtarzanie klas czy matury nie ma sensu i jest nieopłacalne. Mimo to byłam obecna na specjalnym spotkaniu dla rodziców, ale nie jako rodzic przyszłego ucznia, tylko ktoś z boku, i też niejako z boku stałam.
Kolejna scena. Wybrałam się z mamą na pewną wycieczkę po mieście (dużym mieście). Ja jechałam rowerem, a mama szła pieszo, ale z prędkością roweru. Poruszałyśmy się na tyle szybko, że drogi i drogowskazy jakby nam migały przed oczyma i w tej sposób zgubiłyśmy właściwą drogę – tą, którą pierwotnie zamierzałyśmy „jechać”. Ponieważ obawiałam się, że jesteśmy już na jakiejś wylotówce, zarządziłam skręt w lewo, do miasta. Na pewnym odcinku znalazłyśmy się w całkowitych ciemnościach, jakby w tunelu. Potem zaś znalazłyśmy się na basenie, tzn. nie w wodzie, tylko obok niego, na terenie odkrytego obiektu. Chwilę tak byłyśmy nad brzegiem basenu, aż w pewnym momencie mama nieoczekiwanie skoczyła do wody tak jak stała, w dodatku z plecaczkiem na plecach. Wskoczyła od razu z zamiarem płynięcia, i płynęła sprawnie. Po chwili zdjęła z siebie plecach i wyrzuciła go na brzeg. Pomyślałam sobie, że zawartość plecaka (był koloru żółtego) musiała przemoknąć, ale gdy sprawdziłam, okazało się, że nie. Sięgnęłam jeszcze do zewnętrznej kieszonki plecaka, bo tam były pieniądze, wymacałam gruby plik banknotów, nie był zmoczony i odetchnęłam z ulgą… A gdy znów popatrzyłam na basen, zobaczyłam pływającego Sławka – pływał jednak dziwnie.

 
 

Spotkanie przy piwie i wizyta u państwa P.

27 lip

27/07/16
Pojechałam samochodem na jakiejś spotkanie w jakimś lokalu. Siedziało się z ludźmi przy pojedynczych stolikach i rozmawiało, a głównym tematem był seks i okołoseksowe sprawy. Mnie przyszło rozmawiać o tym ze znajomą mojej mamy, co mnie lekko zdeprymowało, bo znałam ją z widzenia i ona mnie też i wiedziała, że jestem córką jej znajomej. W dodatku w pewnym momencie nalano mi do szklanki piwa i ja zaczęłam je popijać, ale dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że nie powinnam piwa pić, skoro przyjechałam tu samochodem. Na szczęście nie wypiłam dużo. Rozmowa nie bardzo się kleiła i po jakimś czasie wstałam i poszłam. Idąc do auta, uświadomiłam sobie, że to nawet dobrze, że trochę piwa wypiłam, bo nigdy go nie lubiłam i przez wypicie tych kilku łyków coś w sobie przełamałam.
Siadam za kierownicę i pojechałam, czułam się trzeźwo.
Scena się zmieniła.
Weszłam na ostatnie piętro bloku, w którym mieszkają pani ZP i jej mąż, pan JP (w realu moi byli nauczyciele). Weszłam do ich mieszkania, z pewnością zupełnie innego od realnego i powiedziałam pani ZP, że przyszłam, aby mi narysowała mój portret (w realu nigdy nie było takiej sprawy, ale ze snu wynikało, że pani ZP przez pewien okres mojego życia regularnie – co kilka lat – wykonywała mi takie portrety). Tym razem odmówiła, powiedziała, że już się tym nie zajmuje. Była już podstarzała i jej mąż też. Był też jeszcze ktoś trzeci, z kim pan JP siedział przed dużym ekranem i coś komentował, ci dwaj nie zwracali na mnie żadnej uwagi. Byłam trochę zawiedziona, ale cóż… musiałam sobie pójść.

Była jeszcze jakaś sprawa z jazdą samochodem (ale w innym wątku od opisanego) oraz z tłumaczeniem na obcy język. Jedno z tłumaczeń wykonała moja mama, ale niestety tych wątków nie zapamiętałam dobrze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające

 

Zespół badawczy i scena z Jolą

27 lip

26/07/16
Zrobiłam coś na polu nauki, trudno to jednak opisać słowami – i stworzyłam zapał do dalszych badań. W zespole był m.in. Piotr T., i była też prof. Zeshan. Właściwie to ona miała nam przewodniczyć, przynajmniej honorowo, bo w praktyce, w jej zastępstwie o wszystkim decydowałam ja, a Piotr był moją „prawą ręką”.
Zespół był międzynarodowy. Mieliśmy swoje zebrania, a pewnego razu szliśmy gdzieś całą grupą. Zespół był apolityczny, ale w którymś momencie pojawiło się info, jakoby kiedyś w historii do zespołu przyłączył się KPN.
W kolejnej scenie widziałam Jolę, jak siedziała przy biurku lub stole o telefonowała chyba do koleżanki, żeby umówić się na kawę (sama też chyba w tym momencie piła kawę), a przed sobą na ścianie miała kalendarz i coś w nim zaznaczyła, ale nietypowo, bo robiąc w jednym miejscu kalendarza dziurę. Zresztą nie wyglądało to na zaznaczanie daty, tylko na wynik poirytowania Joli. Wyglądała na lekko zniecierpliwioną lub nerwową. Trochę w dali, przy oknie stał Sławek i obserwował tę sytuację.

 

Apaszki

25 lip

25/07/16
Miałam do sprzedania 5-7 apaszek, o różnych wzorach i kolorach, raczej duże. Przy próbie ich sprzedaży pośredniczyła Magda T. W pudle miałam 7 apaszek (oceniając na oko), ale klientom Magda pokazywała tylko 5 z nich, gdyż nie zwróciła uwagi na 2 pozostałe w pudle apaszki. Niestety, nie wzbudzały zainteresowania, były już niemodne, a w dodatku wymięte.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sny wyzwalające